- „Bieg Trzech Kopców" jest biegiem górzystym - więc siłowym. Za 3 tygodnie biegam maraton w Dublinie i akurat teraz jest taki okres, że maratończyk powinien się „przetrzeć". Lepszym dystansem byłby do tego może półmaraton , jednak tym terminie w Polsce nie organizowano żadnego takiego biegu i postanowiłam zgłosić się do „Biegu Trzech Kopców". Jest to 13 km ciężkiego biegu, aczkolwiek muszę powiedzieć, że prowadziłam dziś z prawie minutową przewagą (wśród Pań - przyp. red.). Niestety, przykurcz mięśnia dwugłowego, który dokucza mi od dwóch tygodni - biegłam z „zatejpowaną" nogą (usztywnioną specjalną taśmą - przyp. red.), dał o sobie znać, musiałam stanąć i zacząć rozciągać tą nogę. Efekt był taki, że na końcówce trasy doszłam drugą zawodniczkę, no ale trochę zabrakło, żeby wygrać bieg. Jest niedosyt, ponieważ można powiedzieć, że przegrałam w nierównej walce, praktycznie w walce z kontuzją.
- Mimo tej kontuzji, udało się Pani jednak zająć miejsce na podium.
- Tak, dokładnie. Moja kontuzja jest niegroźna, ale dokuczliwa. Wiadomo, że jest to taki dyskomfort dla zawodnika, jeżeli coś się dzieje, a docelowym punktem jest start w maratonie.
- Uraz nie przeszkodzi Pani w tym starcie?
- Nie, nie sądzę. Z dnia na dzień z nogą jest coraz lepiej. Jestem pod opieką fizjoterapeuty. Wykonuję odpowiednie ćwiczenia, stretching, noga jest „tejpowana". Mam jeszcze 3 tygodnie do maratonu w Dublinie i myślę, że wszystko będzie „ok" i pobiegnę tam to, co sobie zamierzyłam.
- Powiem tak: jako zawodnicy, którzy ścigają się już na wyższym poziomie, nie jesteśmy w stanie podziwiać atrakcji na trasie. My się skupiamy, wyłączamy się i walczymy jedynie sami ze sobą, z przeciwnościami i z przeciwnikami. Dlatego zbyt wiele na trasie nie podziwiałam, ale Kraków jest bardzo urokliwym miejscem i polecam wszystkim jego odwiedzenie!
Rozmawiał: Mateusz Chwajoł
loguj
rejestruj























